|
Wojtek Maj ur. 20 04 1996 r. |
|
22.11.2005
Choroba Kamila widziana oczyma jego brata, Wojtka.
We wrześniu 2003 roku jeździliśmy konno z Kamilem i Tatą w ośrodku jeździeckim w Kaniach Helenowskich. Pewnego razu bardzo rozbolało Kamila kolano. Myśleliśmy, że to od koni. Kamil był u lekarza, dostał leki przeciwbólowe i maść. Był leczony przez 2 miesiące w przychodni w Milanówku, ale czuł się coraz gorzej. W grudniu pojechał do szpitala do Warszawy. Po trzech tygodniach wyszedł do domu bez rozpoznania choroby. W domu nadal bardzo źle się czuł. Wezwaliśmy karetkę, aby zawiozła go do Warszawy, ponieważ miał tam skierowanie (do Instytutu Reumatologii). Karetka pomimo próśb zawiozła go jednak do szpitala w Żyrardowie. Stamtąd musieliśmy go wypisać na własną prośbę przewieźć Kamila do Instytutu Reumatologii na ul. Spartańską. Tam zajęła się nim bardzo miła pani doktor, która w krótkim czasie rozpoznała przyczyny choroby. Następnego dnia miał nakłucie mostka. Okazało się, że Kamil ma białaczkę. Następnie Kamil pojechał do szpitala przy ul. Litewskiej, gdzie na Oddziale Onkologii i Hematologii był leczony intensywną chemioterapią. Tu znów uśmiechnęło się do niego szczęście, gdyż zajęła się nim bardzo miła i kompetentna pani doktor, którą Kamil bardzo polubił. W tym szpitalu leczony był do 16 lipca 2005r. Został zakwalifikowany do przeszczepu szpiku kostnego. Ja miałem być dawcą. Przeszedłem szereg badań w różnych szpitalach. Następnie wyjechałem z Tatą do Wrocławia na pobranie krwi do autotransfuzji. Pobrano mi 300ml krwi. 18 lipca Kamil wyjechał do Gliwic na naświetlania. Po naświetlaniach został przyjęty do Kliniki Przeszczepowej do Wrocławia. Tam był przygotowywany do przeszczepu. 26 lipca przyjechałem do Wrocławia, gdzie zrobiono mi badania przed pobraniem szpiku. 28 lipca rano poszliśmy z Tatą do szpitala na pobranie szpiku. Wszystko zapowiadało się dobrze. Poszedłem na salę operacyjną ok. godziny 9:00. Obudziłem się ok. godz. 14:00 na sali intensywnej terapii dziecięcej podłączony do urządzeń podtrzymujących życie. Na sali leżały również wcześniaki. Później dowiedziałem się od rodziców, że po pobraniu szpiku byłem reanimowany. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Następnie zostałem przewieziony karetką do szpitala alergologicznego, gdzie przeleżałem kilka dni. Szczęśliwie wróciłem do zdrowia. Kamil jest dalej leczony przez Klinikę Przeszczepową we Wrocławiu. Jestem szczęśliwy, że mogłem pomóc bratu, który teraz ma mój szpik.
Wojtek Maj